Akcja
Nikt nie wiedział, że akcja ma się zaraz zacząć. Miały zostać wystrzelone setki pocisków, miały paść dwa przypadkowe trupy, zwykli przechodnie. Wszystko miało pójść gładko, ale jak się okazało, Deryl nie zamierzał poddać się po cichu. Jeśli w ogóle można mówić tu o sytuacji w kontekście poddania. Raczej chciał po prostu, tak po ludzku (mimo że był robotem) narobić trochę szumu wokół siebie. Nagle pilot helikoptera zaczął krzyczeć do swojego mikrofonu, że Deryl wyszedł na dach. Dopiero teraz Copperfield, główny strateg tej akcji, zrozumiał swój błąd. Wszystko stało się jasne, choć dopiero teraz zdołał to zaobserwować. Blok, w którym zatrzymał się Deryl, był większy od wszystkich obsadzonych przez służby. Miał przewagę, jeśli nie liczyć snajpera posadzonego w helikopterze. Ale Deryl się go nie bał – był zbyt szybki, by mógł go ktoś załatwić z takiej odległości, przy takich warunkach. Deryl zabrał swój granatnik oraz spory zapas amunicji, przypiętej na klatce piersiowej, karabin, osiem granatów ręcznych i wyszedł na dach. Chciał zrobić nieco hałasu. Copperfield już wiedział, jak mniej więcej wyglądać będzie dzisiejsze wieczorne wydanie informacji w ogólnokrajowej telewizji. Deryl siedział w pokoju, paląc chesterfielda. Jego gołe ciało zakrywały tylko bokserki, on wpatrywał się tępo w ścianę i oceniał swoją sytuację. Wiedział dobrze, że jego mieszkanie znajdowało się pod stałą obserwacją. Wiedzieli, że tu jest. Ale wiedzieli też, że bezpośredni atak jest zbyt ryzykowny. Mogłem zginąć. A miałem jeszcze wiele asów w rękawach, którzy nazywali się – zakładnicy. Deryl obmyślał wszystko, był geniuszem w swoich fachu. Był niezwykle charyzmatyczny, każdego potrafił przekonać do swoich racji, namówić, by zrobił pewną rzecz za niego. Kiedy udało mu się okraść bez problemu kilka małych agencji bankowych, był zadowolony. Policja zawsze przyjeżdżała później. O wiele za późno. Zadowolenie wynikało z tego faktu głównie, że jego ruchy były nieprzewidywalne. Wiadomości trąbiły o niebezpiecznym człowieku, który napada, porywa i wychodzi z tego z uśmiechem, a na koniec nigdy nie można odnaleźć zakładników. Wszyscy zginęli, powiedział do siebie Deryl. To było konieczne. Mój plan był niezawodny, ale nie przewidziałem czynnika ludzkiego – głupi szarzy ludzie chcą by ich nudne życia nabrały nieco rumieńców. I mają – nawet krwistoczerwone rumieńce.
Joanna, spacerując jako Kasieńka wieczorami, spotyka blondyna swoich marzeń, który zawiera z nią interesującą znajomość.Najdziwniejszym chyba z opisanych w “Romansie wszechczasów” motywów jest ten, z zapoznaniem Marka, blondyna z marzeń Joanny. Jest to osoba szczególna, którą Joanna wyobraziła sobie przed wieloma laty z wszelkimi szczegółami, wiedząc zawczasu, że jeśli sobie coś bardzo dokładnie wymyśli, to nigdy jej się to nie przytrafi.Tymczasem, gdy jako Kasieńka wędruje wieczorami po skwerku, w jej oko wpada postać oszałamiającego blondyna. Z wyglądu spełnia wszystkie wymagania jej wyobraźni, jak się później okazuje, z charakteru i umiejętności też. W którymś momencie Joanna zgadza się spotkać z nim w kawiarni i przeprowadza swoisty test, zadając mu szereg pytań, mających na celu sprawdzenie, czy posiada wszystkie wymyślone przez nią umiejętności. Blondyn nie sprawia jej zawodu, przyznając się do pilotowania helikoptera, skutecznego strzelania do celu, pływania i jeżdżenia na nartach. Nawet na imię ma Marek, tak, jak powinien w wyobraźni Joanny. Brakuje mu tylko jednej cechy – nie leci na nią energicznie. Po zakończeniu pierwszego tygodnia życia jako Kasieńka, Joanna nie spodziewa się więcej o niej słyszeć. Myli się.Tydzień wymiany dobiega końca, a Joanna nie może się już doczekać, kiedy wróci do własnego domu i własnej postaci. Pamięta jednak o zaleceniach milicji, która przestrzegała ich o możliwości kolejnego kontaktu z Kasieńką i panem Palanowskim, i ustala z fałszywym mężem sygnał, po którym mają się rozpoznać, jeśli kiedykolwiek znowu znajdą się razem w mieszkaniu Kasieńki. Ma to być niewinna czynność: Joanna zdejmie pantofel, udając, że coś z niego wyrzuca, a fałszywy mąż będzie stukał palcami w okno.Oczywiście, nie mija nawet tydzień, a pan Palanowski i Kasieńka ponownie pojawiają się w mieszkaniu Joanny i wymiana następuje po raz drugi. Tym razem uprzedzeni, fałszywy mąż i Joanna ponownie kontaktują się z milicją, zdając pułkownikowi relację z przebiegu wydarzeń. W tym samym czasie w akcję wtajemniczony zostaje Marek, który zresztą sam domyśla się większej części prawdy. Przestrzega on Joannę przed lekkim traktowaniem całej sprawy, która, wbrew pozorom, może okazać się bardzo niebezpieczna.