Deryl
Pościg ma trwać naprawdę krótko. Najważniejsze, to przede wszystkim zachować spokój. Wszystko jest zaplanowane. Bloku pilnują dwa oddziały SWAT, helikopter wypatruje z wysoka dachu – gdyby wszedł na dach, mógłby uciec. Dlatego go pilnują. Porucznik Copperfield wiedział, że mają do czynienia z kimś niezwykle groźnym, tym bardziej, że nie do końca wiadomo, czy jest człowiekiem czy robotem. Wszystko mogło się zdarzyć. Wokół tego człowieka narosło tyle legend, że naprawdę nie wiadomo, w którą wierzyć, którą pozostawić między bajkami. Jednak mimo wszystko należało zachować kontrolę nad wszystkim, przyjmować, że wszystko, dosłownie wszystko może się zdarzyć. Tym bardziej, że była to pierwsza mija Copperfielda po porażce, jakiej zaznał kilka tygodni wcześniej. Napady na banki nigdy nie są proste – zamachowcy zawsze są nieobliczalni w towarzystwie tylu policjantów, tylu luf wymierzonych w ich strony. I padło siedem trupów, wszyscy cywile. Złodzieje zdołali uciec. Jeżeli to zawali, będzie ugotowany podwójnie, zdegradują go do pozycji posterunkowego. Dlatego ważne, żeby wszystkiego upilnować do końca, ze wszystkimi szczegółami. Copperfield prowadził śledztwo już trzeci tydzień. I w ciągu tego czasu spał może ze trzy razy. Ciągle dostawał ślad, który już niemal miał go naprowadzić prosto do Deryla. To miało być takie proste, łatwe – tak się mu cały czas wydawało. Ale już przy trzecim tropie, który postawił na nogi połowę posterunku, zaczynał nabierać poważnych wątpliwości, czy aby to nie są tylko zuchwałe sztuczki, jakimi obdarowuje ich kolega Deryl. Był przecież humanoidem – uzdolnionym ludzko robotem, który tego nie wie, i akurat został mu zaprogramowany program do rozrabiania na wielką skalę. Miał poważny problem z tym, czy powiedzieć robotowi, kim jest, czy nie. Jeśli w ogóle uda mu się złapać – to nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać przecież. W każdym razie teraz trzymał rękę na pulsie sytuacji, a jeżeli ten puls zniknie, musi zacząć działać, by znowu go skutecznie wyczuć. Teraz, tym bardziej, kiedy Deryl najwyraźniej pogrywał sobie z nimi na całego, zaczął mieć wątpliwości, by ta misja miała się udać bezproblemowo, ale szczerze powiedziawszy nie miał zbyt wielkiego wyboru, jeśli chodziło o taktykę działania – musi otworzyć szeroki ogień i załatwić sprawę jak należy. Zrobić to szybko i należycie. I tak zamierzał.